17 lut 2016

Motywacja - Recenzja: JOY - walka o marzenia!

     Hej. To już ponad połowa miesiąca. Czy Wam też czas tak szybko mija? Nim się obejrzymy minie już połowa roku i zapytanie kiedy weźmiemy się za postanowienia noworoczne? No właśnie, jak Wam idzie praca nad postanowieniami? Mnie wprost otaczają hasła "nie jem słodyczy" , "Odchudzam się" - bla bla bla... Przepraszam, ale denerwuje mnie, że ktoś za cel stawia sobie odchudzanie, bo odchudzanie to nie tylko zrzucenie kilku kilogramów. Żeby to utrzymać trzeba zmienić tryb życia: nawyki żywieniowe, wziąć się za ćwiczenia i aktywny tryb życia. Można jeść z tym, że w ograniczonych ilościach. Ale nie o tym dzisiaj. Tak właściwie to przyszłam tu, żeby Was trochę podbudować i zmotywować do działania. A zrobię to zachęcając Was do obejrzenia jednego z najlepszych motywatorów 2016 roku.

Joy Mangano (Jennifer Lawrence) to rozwódka samotnie wychowująca córkę. W jej życie wkracza chaos. Zajmuje się nieporadną matka, która wiecznie ogląda tą samą telenowelę. Okazuje się, że pod swój dach musi przyjąć ponownie ojca, który nie ma się gdzie podziać. Daje mu miejsce w piwnicy, gdzie będzie mieszkał z jej byłym mężem. Relacja obu panów przypomina trochę tą z Toma i Jerry'ego. Z byłym mężem rozstała się dwa lata temu, ale wciąż pozwala mu u siebie mieszkać. Ciężko idzie jej utrzymanie rodziny z własnej pensji, a biznes, który prowadzi ojciec też kiepsko idzie. Na głowie po za utrzymaniem domu ma też kredyty, które spłaca.
     
       Po powrocie z pracy, kiedy to zasypia, ma sen który zmienia zupełnie jej spojrzenie na rzeczywistość i przenosi na chwilę w czasy jej dzieciństwa - kiedy to pełna ambicji marzyła, że będzie tworzyć dla ludzi rzeczy, które odmienią ich codzienność. Wtedy to podejmuje decyzje odmieniające jej życie. Prosi męża by się wyniósł, a od córki bierze kredki i rysuje projekt, na którym w późniejszym czasie zarobi krocie. Jednak jej droga do sukcesu jest wyboista i pełna przeszkód.

     Film jest swoistego rodzaju historią o American Dream. Jednak nie ukazuje ona jedynie pozytywów dążenia do marzeń. Można powiedzieć, że upadki bohaterki równoważą się ze wzlotami na tej drodze. W krytycznych momentach można też dostrzec realne problemy wielu z nas takie jak spłacanie kredytu, czy kredytu hipotecznego co wiąże się z walką o przetrwanie do pierwszego.

    Produkcja ta jest dla mnie szczególnie wyjątkowa. Porusza ona bowiem tematy, z którymi sama miałam okazję się zmierzyć, a nawet dalej mierzę. Chyba nikogo nie zaskoczy, że marzycielka w osobie bohaterki filmu to postać, z którą się chwilowo utożsamiam. Oczywiście moje problemy podług tego co ona przechodziła są niczym. I tu dochodzimy do sedna filmu. Przede wszystkim przekaz odczytuję pozytywnie. Nie ważne co się dzieje, warto walczyć o marzenia. A jeśli nie to chociaż spróbować. Lepsze to niż żałowanie po dziesięciu latach i gdybanie "a co by było..." .

Więc jeśli jeszcze nie wzięliście się za dążenie do noworocznych postanowień, ani za spełnianie swoich marzeń, to na zachętę obejrzyjcie ten film. Zobaczycie jak bardzo zmieni on Wasz stosunek do spełniania swoich celów.