27 sie 2015

Zmieniłam pracę... bo mogę?

     Gossip - get a job     
 
      Tytuł jest adekwatny do rzeczywistości. Wiele miesięcy temu postanowiłam, że czas postawić kolejny krok i iść na przód. Po drodze pojawiło się wiele obaw, jednocześnie sytuacji, które bardziej upewniały w słuszności mojej decyzji. Minął prawie rok od kiedy to postanowiłam i udało mi się. Zrezygnowałam ze starego stanowiska na rzecz czegoś innego. Czegoś co na prawdę mi odpowiada. Dlaczego podjęłam taką decyzję w czasach kiedy w moim mieście jest prawie, że największa stopa bezrobocia w całym kraju? Mało tego ktoś mógłby powiedzieć, że porywam się z motyką na słońce, skoro chcę spróbować czegoś w czym nie mam doświadczenia. Zacznijmy może od początku.
W moim byłym zakładzie pracy pracowałam półtora roku. Umowa o pracę na pełen etat ( co było tam rzadkością) zapewniała mi posadę na dwa lata. Wyciągałam najniższą krajową + niekiedy premię.
Jednak było kilka wykrzykników, alarmowych sytuacji, które sprawiły, że postanowiłam się wycofać.

1. Napięta komunikacja

       Wielu byłych pracowników swoich byłych firm mogłoby ponarzekać na swojego byłego już szefa, z którym się pewnie nie dogadywało. U mnie było na odwrót. Szefostwo było na prawdę w porządku. Zwłaszcza po zmianie mogę stwierdzić, że lepszej kierowniczki nie mogłam sobie wymarzyć. Jednak kłopot pojawiał się w relacjach z kolegami z pracy. Różnice zdań, próby pokazania, że dłuższy staż pozwala na więcej, plotki, których już słuchać się nie dało.
Myślę, że Wam też nieprzyjemnie wchodziło by się do pracy kiedy na zmianie panowała dosyć nieprzyjemna atmosfera. Albo ktoś kogoś obgaduje, albo jest się na zmianie z kimś kto nas nie lubi, ale broń Boże, żeby powiedział/a nam to w twarz! I jest jeszcze jedna rzecz, która mnie zrażała, a mianowicie jak ja to lubię nazywać wyścig szczurów o pozycję. Tak! Wiele osób ( tych, które pracowały może rok, może pół dłużej niż ja ) próbowało pokazać, że jednak są wyżej. Dążyły do tego by wykazać się władzą przed przełożonymi i przed być może (w ich mniemaniu) przyszłymi podwładnymi. W końcu stwierdziłam i pokazałam, że nikt kto nosi koszulkę tego samego koloru co ja nie może mi rozkazywać bez wyraźnej zgody przełożonego :).

2.Czas pracy

     W teorii przedział godzinowy u mnie w pracy był od 5-12 godzin. Oczywiście w wyjątkowych sytuacjach puszczano ludzi do domu wcześniej, jednak mnie to długo nie dotyczyło ponieważ byłam na doposażeniu. Znaczy to tyle, że musiałam po prostu wyrobić pełen wymiar godzin w miesiącu! Jednak kiedy robisz przez cztery dni po 11 godzin dziennie i później masz jeden, może dwa dni wolnego to masz prawo czuć się zmęczony/a. Od razu zaznaczę, że nasz zakład był zamknięty tylko dwa razy do roku i uwierzcie, że to ani nie 24.12 ani nie 31.12! Tak więc czas pracy - godziny przyjścia i wyjścia też zostawiały dużo do życzenia - był dla mnie jednym z wielu minusów i wymiar godzin w ciągu dnia też.

3. Brak docenienia wysiłków

     Nie mówię tu, że w przypadku każdego tak było. Jednak bywały sytuacje, że człowiek starał się jak może, starał się wykonywać obowiązki jak najlepiej potrafi, a mimo to i tak się obrywało. W takich sytuacjach trudno utrzymać motywację do dalszej pracy.

4. Mam koneksję - zdobywam pozycję

     Ta sytuacja nie tylko dla mnie była nie do zniesienia. I nie mówię tak przez zazdrość! Uwierzcie mi, że nigdy nie przyjęłabym propozycji awansu jeśli nie czułabym się na to gotowa. Uważam ( i nie tylko ja), że osoby na pewnych stanowiskach nie powinny na nich być, bo po prostu się do tego nie nadają. Jednak na ich szczęście znajomości zrobiły swoje i mogą pochwalić się dość szybkim awansem. Tak więc taka niesprawiedliwość dotyczyła wielu osób i wielu nie odpowiadała.

5. Sorry, ale nie czuję powołania
     
     Idąc do poprzedniego zakładu pracy byłam szczęśliwa, że po prawie pół roku poszukiwań wreszcie udało mi się coś znaleźć. Propozycja była niczego sobie, zarobki spoko i umowa też jak najbardziej. Dlaczego więc miałam się jej nie podjąć? Jednak z czasem jaki tam spędziłam wiele się nauczyłam, wiele zrozumiałam i zaczęłam pewne rzeczy postrzegać nieco inaczej. To był dobry czas dla mnie żebym zrozumiała co chcę robić w życiu. Oczywiście mam bardziej wygórowane marzenia, ale nie będę się wiecznie oszukiwała, że kiedyś zostanę dziennikarką z prawdziwego zdarzenia, w międzyczasie napiszę książkę, która okaże się światowym bestsellerem, a następnie będę mogła zbijać bąki siedząc przed ekranem laptopa i pisząc kolejne książki, które przyniosą mi krocie.
   
     To był moment kiedy mój racjonalizm krzyknął do mnie "WAKE UP" ! Musiałam ułożyć sobie jakiś  plan, który zawsze oczywiście mogę próbować zmienić, ale jeśli się nie da powinien on być w miarę możliwości dobry. Tak więc postanowiłam iść krok na przód i skoro już skończyłam szkołę w takim, a nie innym kierunku, skoro mam już ten kurs z czegoś tam, to może warto iść w tą stronę? Zmiany są dobre, a skoro moja poprzednia praca miała dla mnie ograniczone pole do popisu i w którymś momencie droga dalszego rozwoju w końcu się zamknie i nie będę miała już żadnych wyzwań, to po co tracić na nią czas? Po prostu nie czułam powołania do wydawania frytek itp przez resztę mojego życia :).

     To tylko jedne z głównych czynników, które sprawiły, że postanowiłam zmienić coś w życiu. Coś z tego jest Wam znane? Czytając to poczuliście, że gdzieś tam to też o Was? Może i Wy powinniście przemyśleć swój obecny etap kariery i zacząć coś zmieniać? Śmiało, zachęcam do dokonywania zmian, nawet jeśli ryzyko z początku przeraża. Strach ma tylko wielkie oczy.
Teraz czeka mnie tylko przejść przez nowy początek, a te bywają trudne. Jednak wierzę, że z czasem wszystko się ułoży.
Czekam też na Wasze historie związane ze zmianą pracy. Może macie jakieś rady? Coś co warto przeanalizować i nad czym warto się zastanowić? Jak zawsze odsyłam z tym do komentarzy.