10 lut 2014

Sadie Mathews ,,Namiętność po zmierzchu" - recenzja

    Po fali Greya półki marketów i sklepów typu empik zaczęły być oblegane książkami z serii "pisanie o seksualnych fantazjach jest taaaakie fajne, więc i ja to napiszę póki jeszcze jest na to moda". Po pierwsze jestem rozbawiona brakiem oryginalności początkujących pisarzy na siebie. To świadczy o ich mało rozwiniętej wyobraźni i szablonowości, a przecież literatura ma nas przenosić w inny świat, a nie do pokoju, który ktoś już sobie wyremontował i umeblował, po czym wprowadził się tam ktoś inny, zmieniając ustawienie mebli i ewentualny kolor ścian. 
    
     O czym to? Rzecz dzieje się w Londynie, gdzie jakżeby inaczej dziewczyna z prowincjonalnego miasteczka, o złamanym sercu dostaję od swojej ciotki propozycję wyjazdu na parę tygodni. Ma się zająć jej mieszkaniem oraz kotem, w czasie, gdy sama będzie regenerować siły i odnajdywać siebie na urlopie. Zapada zmrok, a Beth biedna dziewczyna o złamanym sercu szukająca przygód w wielkim mieście dostrzega w mieszkaniu na przeciw mężczyznę w czarnych spodniach, (oczywiście) poruszającego się z niespotykaną gracją i swobodą, a i jeszcze zapomniałabym, że rozmawia przez telefon i jest niespotykanie seksowny. Wieczorne przyglądanie się mieszkaniu na przeciwko staje się jej rytuałem, przez co dziewczyna staje się coraz bardziej zainteresowana mężczyzną. I tu jak dla mnie w jej głowie dzieją się dziwne ciekawe rzeczy, czyli nadawanie głupiego przydomka dla nieznajomego, czyli "Pana R".

     Pewnego dnia idzie za nim i jego znajomą do tajemniczego miejsca ukrytego w dzielnicy Soho. Nie wchodzi jednak do środka, jeszcze. Kilka dni później, w zupełnie nowej odsłonie i po kosztownej metamorfozie wraca w tajemnicze miejsce. Zostaje jednak z niego ( jedna z niewielu zaskakujących rzeczy w lekturze) wyrzucona. Zapłakana stoi pod lokalem, gdzie znajduje ją "seksowny Pan R". Zaczynają się poznawać, a on odkrywa przed nią swoją tajemnicę. 

    Skoro książka mi się nie podoba, spytacie pewnie czemu ją przeczytałam i po co o niej piszę?
Odpowiedź na pierwsze pytanie jest prosta. Zaczęłam, więc skończę. Szczerze mówiąc ostrzegam, że książka jest iście nudna przez 3/4 zawartości. Tak na prawdę najciekawiej dzieje się dopiero pod koniec i to jest jeden z nielicznych plusów tej książki.
     Pisze o niej ponieważ przestrzegam, że fabuła jest prawie że szablonowa ( nie licząc wcześniej wspomnianego końca). Ponieważ finał pierwszej części mnie trochę do bohaterów przekonał postanowiłam sięgnąć po resztę serii i przekonać się czy faktycznie może być ciekawie. Prędko serii nie podsumuję, ponieważ nie mam zamiaru kupować tej książki, a e-booki póki co są przetłumaczone nie tak jak powinny.