5 lut 2014

Roczny plan oszczędnościowy - styczniowe podsumowanie


   Miałam dodać jakieś zdjęcie z moją noworoczną listą jakoś na początku roku. Darowałam sobie, bo niby po co to komu do wiadomości, że dziewczyna z bloga tego i tego chce osiągnąć to i to w 2014.
Jednak jednym z moich planów na ten rok jest nr. 6 ,, Rozpocznę oszczędny tryb życia, włączając w to drobne, przyjemne wydatki". I tak ostatnie trzy słowa na pierwszą (choć na początek niewielką wypłatę) przeistoczyły się w istny armagedon. Szał zakupów dopadał mnie za każdym razem, gdy znalazłam się w pobliżu moich ulubionych sklepów. 
    Zaczęło się niewinnie bo od zakupów rzeczy mi niezbędnych jak peeling do ciała: 4,99, kalendarz (który w efekcie kupiłam drogi i wielki jak nie wiem): 29,99, kurtka 167,30 itd... W efekcie okazało się, że po drodze kupowałam już rzeczy z myślą o przyszłości jak bokserka, która będzie mi pasować do spodni moro w planie do zakupienia, ale jeszcze nie zakupionych: 14,99 (dwa tygodnie później kosztowała już 9,99:[ ), spódniczka, która będzie mi pasować do jakiś czas temu zakupionej ( ale jeszcze nawet nie noszonej) bluzki: 19,99 czy masa przytwierdzająca, z której póki co skorzystałam raptem trzy razy: 3,49
    Po drodze czekoladożerca mojego pokroju nie potrafił się oprzeć swojemu uzależnieniu od słodyczy na co też sporo wydałam. Nie wspomnę tu już nawet o kupowaniu jedzenia w fastfoodach, gdzie pracuję, a po godzinach pracy jeszcze tam jem! A wiecie co jest najśmieszniejsze w tym wszystkim? Że zawsze XO dostawał ode mnie ochrzan za zbyt częste jedzenie w takich miejscach, a bo to wydatek i nieopłacalne, a teraz sama tak postąpiłam. Także hipokryzja pełna gębą.
   Podsumowując ten miesiąc odłożyłam raptem 1/6 mojej i tak lichej( w poprzednim miesiącu) wypłaty. W lutym o skokach szaleństwa zakupowego nie ma nawet mowy, ale przyjemnie będzie wreszcie kupić walentynkowy prezent bez nadmiernej oszczędności. 


Zasięgam rady

   Urodziłam się w rodzinie, gdzie mama sprawowała piecze nad domowym budżetem i mając na utrzymaniu z tatą troje dzieci od zawsze starali się oszczędzać, czasem pozwalając sobie na jakieś przyjemności. Ojciec pracował często po 24 godziny, żebyśmy mieli z czego wyżyć i to za na prawdę śmieszne pieniądze. Tak więc od małego wpajano nam wartość pieniądza i mogliśmy podpatrzeć jak żyć oszczędnie. Czy to oznacza, że jestem skąpa? Absolutnie nie, skoro jeszcze potrafię postawić obiad w restauracji. Rozrzutna też nie koniecznie jestem więc te dwie rzeczy wcale nie muszą się w tym temacie ze sobą kłócić. 
    Dobrym poradnikiem na temat oszczędzania stał się dla mnie także blog Michała Szafrańskiego, który w kwestii finansów i oszczędności nie ma sobie równych. Ponadto jego podcasty dla marzyciela takiego jak ja są motorem napędowym i motywacją do działania także serdecznie polecam.


Próg nie do przekroczenia. 

     Zanim zaczęłam oszczędzanie, zastanawiałam się jak zrobić to dobrze. Na ten rok mam zaplanowanych sporo rzeczy do zrobienia, a w tym dwie inwestycje: w odświeżenie swojego pokoju oraz w projekt, w który wkroczę razem z koleżanką (za jakiś czas dam na ten temat więcej info). Postanowiłam, że na zakup rzeczy z rożnych kategorii będę miała ograniczony budżet. W ten sposób np. w miesiącu mogę wydać maksimum 30 zł na książki, czasopisma i artykuły piśmiennicze. Podobnie jest z filmami i grami( z kolei te rzeczy rzadko kupuję, więc o oszczędzanie tu nie trudno), a na jedzenie w fastfoodach mogę wydać max 15-20 zł (co i tak wydaje mi się być za dużo). Chodzi o to, żeby narzucić sobie z góry granice  wydatków. Nie wszystko można tak zaplanować, ale jeśli coś można to czemu nie? 

Wyprzedaże i ,,równowaga" cenowa. 

     Chcąc coś zaoszczędzić nie możemy przejść obojętnie obok okazji cenowych w postaci wyprzedaży. Okazji jest mnóstwo, zwłaszcza przed i po sezonie także warto na nie zwrócić uwagę. Po co bowiem mamy płacić za produkt 100% skoro możemy za parę tygodni dać za tą samą rzecz o 40% czy nawet 70% mniej? Przy zakupie produktów spożywczych liczy się nie tylko cena. Tu ważna jest też waga produktu. Na ten przykład dajmy sobie jogurt owocowy firmy X i firmy Y. X kosztuje 1,89 i waży 150 g, natomiast Y waży tyle samo, ale kosztuje już 1,49. Oba są tego samego smaku, ale firma jest inna. Który wybierzecie? UWAGA W INTERNECIE: Tam zazwyczaj jest taniej i warto kupować. XO kupił kiedyś ekspres do kawy, który normalnie kosztował 400 zł za 100 i był w dobrym stanie ( służył jako wystawowy ekspres). Jednak trzeba uważać jeśli kupujecie zwłaszcza ubrania. Czasem ciuchy z oryginalnych sklepów jak np. ZARA na aukcjach internetowych pochodzą ze zwrotu. Oznacza to tyle, że ktoś ( jak ja przy okazji mojej parki tutaj) zwrócił wadliwy przedmiot i ponieważ nie został on naprawiony wystawili go na aukcji. Mało tego na takich aukcjach często piszą nie prawdę. Trzeba z tym na prawdę uważać i najlepiej sprawdzać komentarze oraz oceny. Już 4 komentarze negatywne pośród 300 to znak, że ze sprzedającym może być coś nie tak. Nie zawsze tak jest ale zdarzyć się może. 


Póki co nie mam więcej nic do dodania na temat mojego oszczędnościowego planu na 2014. Jeśli macie dla mnie jakieś rady w tej kwestii lub znacie strony i pomysły, które warto tu wykorzystać to piszcie.