12 kwi 2013

Hipotermia

   I znowu się tu pojawiam. Po długim czasie milczenia. Ja - zła, wredna suka po raz kolejny jestem obarczana za zło całego świata. Tak, jestem złym człowiekiem. Trudno. I choć się z tym nie godzę, na obecną chwilę nie będę nic z tym robić. Ludzie zawsze najpierw patrzą na innych zamiast w pierwszej kolejności na swoje ręce. I tu W
as wszystkich mam! W odróżnieniu od Was  życiowe błazny ja najpierw wytykam sobie wady i błędy oraz niestosowne zachowania, dopiero później patrzę na ręce innym. Stop! Staram się nie oceniać, więc proszę z łaski swojej odpierdolić się od mojej szarej osoby i pozwolić mi żyć w mojej mydlanej bańce. Nie lubię ludzi. Ile razy mam to powtarzać?


    To zabawne. Kiedyś chciałam zmienić świat. Sprawić, że choć po części zaszczepię w nim nadzieje na lepsze jutro i wyplenię w niektórych zło. Śmieszne co nie? Dziś sama jestem złem, pod wieloma postaciami. Osłabiona przez ciężar życia jaki rzucono mi tonami na barki. Wszystko się komplikuje. Obwinianie mnie za rzeczy, których nie zrobiłam sprawa że mam ochotę... na co mam ochotę? Właściwie tylko na izolacje, która wydaje się być dość drastycznym wyjściem z sytuacji.

    Czemu ludzie potrafią mnie oskarżać za pasje, za marzenia, za ambicje? Czy nie mam prawa do tego? To jak bardzo autodestrukcyjna stałam się pod wieloma względami jest aż przerażające. Nie chcę już opowiadać na pytania. Nie mam już siły z niczym walczyć. Czasem są dni, że po prostu rzuciłabym swoim życiem w kąt, w jakieś najciemniejsze, najgłębsze zakamarki świata, tak by nikt go nie znalazł. Moje życie to pieprzona puszka pandory. Pełna kataklizmów, nawarstwiających się nieszczęść i do tego nikt kurwa nie potrafi nic na to poradzić ani nawet nie wyraża chęci by mi doradzić. I tak oto ja. Chowająca w sobie wszystko co najgorsze, tłumiąca strach, trzymająca wszystkich na dystans, raniąca najbliższych i przez najbliższych raniona. Jestem tylko cieniem dawnej siebie. Cieniem kogoś, kto kiedyś był pełen optymizmu. Cieniem, który jest skutkiem niszczącego wpływu ludzi, pułapek losu i końca nadziei.

 Nie mam pojęcia co się stało ze mną
Coś zamieniło światło w ciemność - Negatyw
Ostatni rok, dwa, miałem ciężko
Znowu czuję się jak przegrany śmieć, bo
Wszystko się wali prócz tej ściany przede mną
Mówiłem sobie wiele razy "zmień coś" i zmieniałem
Byłem daleko stąd. Wyszło na to, że to nietrwałe
Stoję dokładnie tu, gdzie stałem parę lat wstecz
Lecz oczy, którymi patrzę zgubiły swój blask gdzieś
Po drodze. Gdyby nie te parę pompek i brzuszków
Które wytrwale tak robię, co dzień wciąż bym leżał w łóżku
Nie dorwiesz mnie pod telefonem ziom. Cóż - znów
Nie chce mi się zamieniać z kimkolwiek choćby dwóch słów
Mam swój dół. Pierdolę odpowiedzi na maile
Nie chcę odwiedzin, chyba, że masz dla mnie lek na receptę
Biorę te, które mam, ale zdają się lecieć w próżnię
Ile trzeba tego zeżreć, żeby nie chcieć umrzeć?

Hipotermia
Zimny wiatr rozwiewa ślad po niespełnionych marzeniach
Gdzieś tam głęboko na dnie mojego zmarzniętego serca A ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle dnia

To siedzi we mnie gdzieś
Czemu lubię przytknąć do skroni swoje palce imitując ich kształtem kształt broni?
Emocjonalne sinusoidy
Mój własny mózg funduje mi przeloty od K2 aż po Mariański Rów
Kiedyś szukałem całej winy w alko
Przestałem pić, bo widziałem, jak to mi niszczy moralność A zależało mi na nas. Miało być łatwo, a w zamian
Zmieniłem się w psującego Ci wyjścia na miasto chama
Nie zasługiwałaś na te frustracje
A ja nie chciałem żebyś kiedyś mnie znalazła z dziurą w czaszce

Hipotermia
Zimny wiatr rozwiewa ślad po niespełnionych marzeniach
Gdzieś tam głęboko na dnie mojego zmarzniętego serca
A ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle dnia


We wszystkich zdaniach w moim życiu głos ma interpunkcja
To moja dobra, nieodłączna znajoma - autodestrukcja
Mój wróg number one. Próg w każdej z bram
Zjawia się bardzo często tu, kiedy zostaję sam
Jej nie obchodzi czy mam słuszną ideę
Gdy siada obok, widzę świat przez brudną moskitierę i
Znika wszystko od hajsu, przez karierę do moich fanów
I znów jestem tym nieśmiałym dzieckiem ze szkolnych czasów Rzuciłem wszystko na stół w grze o marzenia Jestem szaleńcem, w którym jeszcze tli się nadzieja
Za darmo nie ma nic. Chciałbym czasem słuchać opinii
Znajomi pokończyli studia, dziś mają rodziny
Ja jestem inny. Kiedyś byłem z tego dumny
Dziś nie wiem sam, czy kiedyś będę szczęśliwy, czy zdechnę smutny
Jak teraz. Lecz wiem, bo przekonałem się nieraz
Że nie ma co wychodzić z kina, póki trwa seans...