15 paź 2012

Krople Londyńskiego Deszczu fragment 3





(…)Uwielbiałam to miasto za taką pogodę. Nic nie koiło moich nerwów bardziej niż krople deszczu za oknami.
   Uwielbiałam wsłuchiwać się w ich dźwięk, gdy rozbijały się o parapet jak uderzały dźwięcznie o rynny. Patrzeć na sposób w jaki spływają po szybach, jak komponują melodie nieco różne i być może nie tak synchroniczne jak te grane przez Anię, ale równie uspokajające i magiczne. Pamiętam, że od dziecka wychwytywałam każdy deszczowy dzień, a kiedy nieco się uspokajał, otwierałam okno i łapałam jego cienkie jak igiełki krople w dłonie. Czułam się wtedy wolna, oderwana od świata, zatapiałam się w tym widoku odpływając daleko od miejsca, w którym się znajdowam. Swoistego rodzaju paradoksem jest to, że wcale nie czułam przygnębienia jak większość ludzi podczas takiej pogody. Wręcz przeciwnie, czułam szczęście. Ponoć woda jest symbolem oczyszczenia z tego co złe, więc może i ja podświadomie czułam się wolna i oczyszczona(…)




fragment jak w tytule pochodzi z roboczego dzieła pt. "Krople londyńskiego deszczu" mojego autorstwa