2 sty 2015

New Year - new Chances

     Witajcie moi kochani! Nie pisałam do Was w Święta ani w Sylwestra, chociaż miałam to w planach. Jednak kto obserwuje fp Nielegalne Strefy wie, że tam staram się być z czytelnikami na bieżąco. Składałam Wam tam życzenia, zdawałam relacje z drugiego dnia Świąt, a nawet z pierwszego dnia nowego roku. Tymczasem nie siedzę i się nie obijam. Dzisiaj poruszę temat noworocznych postanowień.

     Jeśli chodzi o noworoczne postanowienia, to w zeszłym roku zrobiłam sobie listę dziesięciu, które chciałam spełnić w minionym roku 2014. Tych, przy których wytrwałam policzyć mogę na palcach jednej ręki i jeszcze zostanie mi reszta. Niektóre spełniałam okresowo, od czasu do czasu, ale w moim przekonaniu nie bardzo się to liczy. Za niektóre nawet nie próbowałam się wziąć szukając sobie przy tym stu wymówek, przez które nie chcę się podjąć tych zadań. Spełnienie niektórych wymagało pomocy osób trzecich, a współpraca była ciężka, czasem nie było jej w ogóle, więc ich wykonanie w sumie nie doszło do skutku. Jednym słowem 2014 rok przyniósł mi masę rozczarowań, poddał próbie charakteru, pokazał, że współpraca z ludźmi jest bardzo ciężka ( choć może to ja jestem zbyt wymagająca?). Przede wszystkim na sam koniec udzielił mi jednej podstawowej lekcji, którą zapamiętam do końca życia. Mało tego podzielę się nią z Wami.
      Jeśli macie marzenie, plan, który chcecie wcielić w życie i dzielicie się nim z bliskimi, nie dajcie sobie zdmuchnąć tej zapalonej przez Was świeczki. To Wy kierujecie swoim losem i tym czy Wasze marzenia się spełnią. Ja właśnie posłuchałam jednej takiej osoby, a pod koniec roku, kiedy ktoś zarabiał na pomyśle, który sama chciałam wcielić w życie wiele miesięcy temu z pomocą koleżanki, usłyszałam od niej: to już jest i nie wypali. A jednak komuś się udało.

        W tym roku postanowiłam nie bać się ryzyka i stawiać na radykalne zmiany. Wbrew temu co ludzie mówią, ale także by im coś udowodnić, co już nie raz im pokazałam. Już narzuciłam sobie obowiązki, z którymi zwlekałam w zeszłym roku. Postawiłam na samorozwój i budowanie sobie drogi ku sukcesowi. Być może poniosę porażkę, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Otrzymam w ten sposób tylko lekcje, z której coś wyciągnę, a jeśli nie spróbuję ( jak w powyższym przypadku) mogę później żałować, że nic z tym wcześniej nie zrobiłam.

     Troszeczkę zboczyłam z tematu noworocznych postanowień. Ale nawiązując chcę Wam powiedzieć, że dla mnie nie mają one najmniejszego znaczenia. Zrobiłam to raz i się u mnie nie sprawdziło. Jedyne co mogę zrobić to po prostu robić swoje i się nie poddawać. Nie będę wyszczególniać swoich planów, bo moje pomysły zmieniają się co chwilę, i co chwilę jest ich więcej. Także po prostu będę działała. To najlepsze postanowienie jakie mogę sobie postawić na ten rok.
Pierwsze wyniki moich działań? Próba podjęcia się dodatkowej pracy, która ma związek z moją największą pasją, czyli pisaniem. Następnym krokiem było wysilenie swojej kreatywności do granic możliwości i stworzenie nagłówka na bloga. Co mi z tego wyszło? Coś czego nawet nie planowałam bo zamysł był inny, ale osiągnęłam oczekiwany efekt. Być może niebawem Wam go pokażę.  Mamy kochani drugi dzień nowego roku, a ja podjęłam się już dwóch rzeczy, z którymi tak na dobrą sprawę zmagałam się od miesięcy.




 
Ja postanowień nie robię, ale chętnie przeczytam jakie są Wasze i jak zamierzacie ich dokonać? Piszcie w komentarzach. Tymczasem ja zabieram się za odpisywanie na Wasze i sprawdzanie Waszych blogów.

PS Chcę podziękować jeszcze za tak miłą reakcję na DIY z poprzedniego posta. Teraz wiem, że był to dobry pomysł, a w tym roku będzie tego więcej. Dziękuję za Wsparcie:)