12 mar 2013

Coś pomiędzy: czyli o niczym i czymś

        Ostatnie dni były pełne przemyśleń, milczenia, zaskoczenia i tęsknoty. Pod wpływem alkoholu ludzie zmieniają punkt widzenia na pewne sprawy. Też tak macie? Ale to nie tylko procenty we krwi. Ostanie dwa tygodnie sprawiły, że inaczej postrzegam pewne rzeczy. Coś co kiedyś dla mnie było nie do pomyślenia, teraz? Teraz wygląda zupełnie inaczej, bo widzę to w innym świetle. Człowiek bezustannie dąży do czegoś. Często zmienia kierunki po drodze. Czy to znaczy, że nie jestem sobą? Czy może okrywam więcej siebie przed sobą? Ile jeszcze fragmentów rozsypanki uda mi się znaleźć? Starczy mi na to życia? Myślę, że powoli zaczynam być stabilna pod wieloma względami. Ile jeszcze tych pytań i pytań o pytania się posypie?
 
       Tyle wspólnych punków, tyle wspólnych cech, zachowań, tyle podobnych odczuć. Tyle tego wspólnego. Gdzie to pomieścić? Jest na to tylko jedno miejsce. I powoli zaczyna do mnie coś docierać. Jeszcze powoli, dopiero oswajam się z pewnymi rzeczami. Czas też by ludzie oswoili się z tym jaka jestem - nieustannie poszukująca siebie samej. Inna, a jednak ta sama. Póki co zachłannie uciekam, oddycham czymś pomiędzy rzeczywistością, a imaginacją. Potrzebuję tego jak nigdy wcześniej. Właśnie teraz, kiedy zaczynam być coraz bliżej życia, do którego nie chcę iść. Niestety, czas z każdym dniem powoli mnie pcha ku moim najgorszym obawom. Ku mojemu klifowi, z którego pewnie nie raz spadnę i przeżyje to na nowo jeszcze tysiące razy.
      I ponad wszystko brak mi muzyki, bank mi nagrań i tego wszystkiego. Czuje jakbym miała coraz mniej powietrza im dłużnej to się przeciąga. Chce wreszcie coś skończyć, nadrobić zaległe i zamknąć pewne etapy w swoim życiu.