9 lut 2013

sobota rano... i moje buty? (A kogo one obchodzą?)

      Podsumowując ten tydzień. Matura za mną, zawodowy podobnie. Nie wyszło najlepiej, ale miło wiedzieć jakie metody stosują nauczyciele by cie zmusić do pisania. Poszukiwanie butów, zwykłych klasycznych czarnych lub siwych pierwszego dnia nie odniosło sukcesu. Pytanie, jak to możliwe, żeby but nie miał pary? Zastanawia mnie ta kwestia do dnia następnego kiedy poszłam do sklepu z nadzieją, że but się znalazł. Pech. Los znowu mi się zaśmiał w twarz, buta nie było. Poszukiwania trwają dalej. Dzielnie przeszłam śliczną parę trampek w kolorze turkusowym, które wg sprzedawczyni nie mają jeszcze ceny. Aha stoją, żeby ładnie wyglądały na wystawce. Spoko. Idę dalej. W końcu udało mi się dokonać zakupu choć w 100% nie byłam zadowolona. Kwestia przyzwyczajenia do ograniczeń. No i masz tu niespodzianka. Mój nowy nabytek brudzi w środku. Trudno. W sobotę wstaje, ogarniam pokój z nadzieją, że koncert będzie choć trochę udany. Tak, tak miałam wrażenie, że nie wszystko pójdzie dobrze i przyznaje się do tego bez bicia... Ogarniam wszystkie sprawy z myślą, że coś chyba pominęłam. Bo wiem z doświadczenia, że jak się wali jedno to cała reszta też pójdzie w diabli. Czekam na efekty i...

C.D.N...