21 sty 2012

kawałek z innego świata

Wiecie? Mam trzy ważne w życiu pasje. Pierwszym jest taniec, potem była muzyka, a po niej pisarstwo. Od zeszłego roku ta ostatnia pochłania mnie czasem bez reszty do tego stopnia, że tracę rachubę czasu. Obecnie zdarza mi się pod wpływem chwili kontynuować aż 3 projekty, które mam nadzieję, kiedyś zostaną wydane, a jedno z moich marzeń się urzeczywistni.


    "Jest godzina 2:34 nad ranem. Nie mogę zasnąć. Za oknem pada deszcz, a błyskawice przeszywają czarne niebo rzucając czasem nieco światła na ulice mojego miasta. O tej porze imprezowicze wracają z klubów. Ich krwiobiegi wypełnione są procentami, które wlewali w siebie przez cały wieczór, po czym nieco spalali je w tańcu i tak w kółko. Czemu mnie tam nie ma? Czemu nie bawię się teraz z przyjaciółmi, tylko patrzę na to miasto siedząc na białym parapecie i czując zapach deszczu w powietrzu na trzecim piętrze? Czemu myślę o rzeczach zupełnie nie pasujących do dnia i godziny? Czemu zadręczam się własnymi problemami zamiast chociażby spać teraz we własnym łóżko i odpoczywać od nich podczas kojącego snu? Tylko na parę godzin, by uzyskać spokój. Nie, nie umiem tak. Jak zawsze w najmniej spodziewanym momencie muszę snuć refleksje na temat swojego życia. Coś w nim nagle straciło blask. Czegoś mi brakuje. Chyba mogę stwierdzić, że trafiłam na taki punkt na swojej drodze, że muszę zastanowić się co dalej. Nie wiem ile razy człowiek w swoim życiu przechodzi przez takie myśli. Dla mnie to nie pierwszy raz. Wszystko zaczyna się od dziecka, kiedy to po raz pierwszy marzymy o tym kim chcemy być w przyszłości. Dziecięce marzenia zazwyczaj zmieniają się później miliony razy. Wtedy także wszystko jest łatwiejsze. Nie musimy podejmować decyzji. Robią to za nas rodzice. Nawet to jak się ubierzemy w pewien sposób zależy od nich. To oni wybierają nam szkoły. W naszej gestii leży tylko by ich słuchać. Mamy obowiązek robienia tego, co nam każą. Do ich metod wychowania dochodzą reguły, których musimy przestrzegać w szkołach. Bowiem jest jeszcze jedna grupa ludzi, która od młodości ma wpływ na nasze wychowanie, a są to tzw. urzędnicy państwowi powszechnie zwani nauczycielami. Ale tak na prawdę to dopiero początek długiej drogi, jaka jest wtedy przed nami. Jeszcze nieświadomi tego co może przynieść nam życie chcemy się bawić. Polega to na zabawie w dom, z lalkami w wózeczkach, a każda dziewczynka chce mieć ładniejszy od drugiej. Chłopcy wolą bawić się samochodami. Z czasem przestają ich ruszać te małe modele zwane resorakami, więc namawiają rodziców na samochody trochę większego formatu, którymi sami mogliby jeździć.

    Beztroskie lata mijają. Kiedy już są za nami, a ten etap to zamknięte drzwi zaczynamy wchodzić w okres buntu i nowych odkryć. Niczym Kolumb w poszukiwaniu nowych lądów i my szukamy swoich własnych. Odkrywamy je. Przed nami pierwsze poważne decyzje do podjęcia. Nasza wiedza o tym świecie staje się coraz szersza, rozciąga się niczym guma. Popełniamy pierwsze mniej czy więcej poważne błędy, niekiedy wcale nie wyciągając z nich wniosków. W skutek czego często grono ciężarnych nastolatek powiększa się z każdą kolejną godziną, brawurowa jazda pod wpływem alkoholu coraz częściej kończy się śmiercią, handel narkotykami coraz częściej skutkuje paroma latami widzianymi przez kraty celi itd. Mimo wszystko staramy się być mądrzejsi od reszty nie bacząc na konsekwencje swoich czynów. Czasem skutki są nieodwracalne, a w jednej chwili całe nasze życie może runąć lub też wykonać obrót o 360 stopni. I od tej pory może być tylko gorzej. Jednak są tacy, którzy potrafią ocalić się od tej życiowej burzy na morzu, która potrafi zakołysać tak, że niektórzy wypadają za burtę. Niekiedy nielicznym udaje się ocalić. Natrafiają na tak wielki kawałek tratwy, że udaje im się dopłynąć do brzegu, gdzie za sprawą szczęścia są wdzięczni niebiosom za ocalenie. Zaczynają się zastanawiać nad sensem swojego życia. A ja? Ze szczęściem spotkałam się tyle razy, że można by mnie wpisać do księgi rekordów Guinnessa. Jednak dla równowagi mniej więcej można by się doliczyć podobnej liczby pecha. No cóż, w końcu nie każdy ma wpisaną buźkę z uśmiechem w życiorys na całe życie.

     Ponoć jestem kobietą, więc powinnam mieć coś z tej osławionej przez wszystkich kobiecej intuicji. Jak to w końcu jest? Mamy ją zapisaną w genach czy przychodzi z czasem? A może po prostu to należy do jednego z czynników naszej płci, tak jak umiejętność chodzenia w szpilkach czy uzależnienie od zakupów? Nie wiem, ale w sumie objawia się ona u mnie tylko wtedy, gdy chodzi o moich przyjaciół. Zazwyczaj to co im mówię lub doradzam sprawdza się w 99%, za to gdy chodzi o mnie - nigdy. Mam swoje piekło w niebie, czy też niebo w piekle. To jest przemienne jak dodawanie i mnożenie. I jeśli matematyka ma coś wspólnego z moim życiem to już wiem, czemu ostatnio tak kiepsko mi się wiedzie. W końcu zawsze byłam z niej zagrożona na koniec semestru, choć wychodziłam z tego obronną ręką. Może i tym razem tak będzie? A może po prostu tak jak poszczególne działy matematyczne, ten jeden oblałam a przede mną następny? Oby tak było i obym tym razem nie oblała."
Powyższy tekst jest dla mnie bardzo ważnym opisem rzeczywistości, w której się znajduję. Wycięłam z niego parę fragmentów, które na obecną chwilę być może idealnie by się wkomponowały całą resztę. 
Jaka jest Wasza opinia?