21 sty 2016

Mieszkam na swoim - spytaj rodziców CZEMU?

     
     Jest 3:42 kiedy zbieram się z pisaniem tego posta. Długo się zastanawiałam nad tym, o czym do Was napisać. Tak, staram się wytrwać w systematyczności na blogu i choć minął równy tydzień,  mi wydaje się, że to wieki od ostatniego posta. Piszę tak późno bo jestem w pracy na nocnej zmianie, ale kiedy będziecie to czytać, będzie pewnie już za oknem widno. Dobra, to teraz kto spośród moich czytelników jest na swoim? Niech poruszy ta kwestię w komentarzu, bo właśnie o tym dzisiaj będzie pisane.

Wynajmuję mieszkanie od pół roku, ale to moje drugie podejście. Zdarza mi się jednak spędzać jedną noc u rodziców raz na jakiś czas. Jednak to tylko ze względu na fakt, iż od nich mam bliżej do centrum, a tam często muszę hurtem pozałatwiać kilka rzeczy w jeden wolny dzień. I podczas ostatniego takiego noclegu uświadomiłam sobie jak cudownie jest mieszkać czasem samemu. Oto kilka powodów dla których warto iść na swoje.


"ALE MASZ SYF W POKOJU" - Tak, uwielbiałam kiedy mama z rana wchodziła mi do pokoju ( najczęściej jeszcze zanim zdążyłam się obudzić) i skamlała jaki to mam bałagan w pokoju. Mianowicie: ubrania na krześle (kto tak nie robi?), sterty zeszytów i innych na biurku byle jak - byle gdzie, kurz ( no co ja też pracuje), jeden kubek na parapecie po herbacie ( brat potrafił chomikować trzy tygodniami). Nie daj Boże zobaczą talerz po wczorajszej kolacji, to już w ogóle się przeżegnają!

" NIE MA ŁAŻENIA O TEJ PORZE" - Nie wiem jak u Was, ale ja po 23 to już raczej musiałam na palcach chodzić po domu( głównie dlatego, że pokój rodziców był przejściowym). Wyjątki tylko gdy kończyłam pracę o 24!

" GAŚ TO ŚWIATŁO, JUŻ!" - Ci, którzy jeszcze chodzą do szkoły znają na pewno ten problem. No bo przecież jutro szkoła,wyspać się trzeba, a to taka późna godzina i te de. Nie ma oglądania filmów do późna, a już o siedzeniu przy komputerze, graniu w gry, czytaniu książek i takie tam to już nawet nie wspomnę. - Mamusiu i tak się nie wysypiałam do szkoły nawet jak kładłam się o tej 23( a rzadko się tak kładłam):).

"TO NIE TAM LEŻAŁO" - Jasne, że nie. Było tylko ustawione trzy centymetry dalej po prawej stronie, ale czy to jakaś różnica? Dla rodziców ( zwłaszcza matek) chyba tak. Przy każdorazowych porządkach w moich kuchennych szafkach wszystko jest ustawione w innym miejscu. Wiadomo tylko, że te rzeczy są w tej, a te w tamtej szafce. No w rodzinnym domu przyprawy musiały być ustawione zawsze w ten sam sposób i w to samo miejsce :)

"ŚCISZ TROCHĘ TĄ MUZYKĘ/ TELEWIZOR" - ale jak to? Mam zły humor, muszę puścić coś na głos dla rozładowania napięcia. Mało tego jestem przygłucha, więc to co Wam drodzy rodzice wydaje się być głośne, dla mnie jest na minimum:)

" NIE WAL TAK TYMI NOGAMI" - Ponoć głośno chodzę i szuram kapciami, więc okej. Proszę o opłacenie mi kursu lewitacji dla waszego i mojego spokoju.

" NIE LEJ TYLE WODY" - Kto to zna? Myjecie sobie naczynia, chcecie być dobrymi dziećmi, a  tu nagle źle bo za dużo wody i nie szanujemy tego, że ktoś płaci te KOLOSALNE rachunki. Ey rozumiem wszystko, ale może lepiej jak napluje na ten talerz i przetrę?

      Tak się zastanawiam, czy bycie upierdliwym rodzicem to jest jakąś regułą, zasadą, którą nabywamy w dniu kiedy posiądziemy pierwsze dziecko? Czyli ja też tak będę mogła kiedy będę miała syna? Tylko czy chcę? Chyba nie bardzo. Takich rzeczy jest więcej i wiem, że u Was też się podobne działy/dzieją. Z perspektywy lat teraz się z tego śmieje. Jednak wiem, że dobrze być na swoim.  Sprzątam dom kiedy mam wolne, a nie kiedy ktoś mi karze to zrobić. Kładę się spać późnymi godzinami i do późna oglądam tv, gram w gry, czytam - i nikt nie mówi żebym wyłączyła. Szuram sobie nogami po podłodze i nikt mi nic nie mówi. Po prostu błogi spokój.
   
      Ale powiem Wam, że mieszkanie z rodzicami miewa też swoje plusy. Chociażby to, że wielokrotnie rano miewałam już gotowe śniadanie. Kanapki do szkoły też czekały cierpliwie na mnie. Obiad był zawsze w lodówce. No i teraz jak jestem chora nikt nie zrobi mi takiego pysznego kogla mogla, a o mistrzowskich naleśnikach taty nawet nie wspominam, bo oślinię klawiaturę:). Jestem ciekawa co Was uwierało w  rodzinnym domu - piszcie w komentarzach!